Arkham Asylum

History of Madness

2008
listopad
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń




But I don't want to go among mad people
Oh, you can't help that. The're all mad here!


Koniec

BLOG Przeniesiony na www.avalanhe.alterblog.pl
Papa...


2008-11-22 09:50:27 skomentuj (0)

Duncan o rzeczach oczywistych cz.4

„Zmierzch bogów”
 
Nadchodzi noc duchów zatrzaskujcie okna!
Nadchodzi noc zjaw ukryjcie swe dzieci!
Pędzi Błazen przez światy, roześmiany na krawędzi
Głosi dobrą nowinę: Bogowie odeszli
Skończył się sądy wszechwiedzących głupców
Dość już śmierci bezpodstawnej
Dość krwi, w Bogów imieniu przelanej
Baranek tańczy szczęśliwy na kapłanów trupach
Bogowie odeszli
Próżno składać ofiary
Zapomnijcie o tym, w co żeście wierzyli
Bogowie odeszli
Precz z daniną z życia
Nadchodzi noc duchów
Noc zjaw z mgły utkanych
Noc śmierci niewinnych
Bogowie odeszli
Nie ma nas, kto chronić
Bogowie umarli zostali zapomnieni
Nadchodzi noc duchów noc upiorów śmierci
Długie noże błyszczą w księżycowym świetle
Duchy ostrze niszczy, niszczą srebrne kule
Bogowie odeszli nie ma nas, kto bronić
Przestali być potrzebni
Bronimy się sami...
 

Gruzja. Nazwa tego państwa przestała się polakom kojarzyć tylko z uroczym Grzesiem z 4pancernych i szampanem. Teraz kojarzy się także z rozbuchanym ego Radziec...Rosyjskiego Imperializmu. Nasz Mały Wódz grzmiał niczym ksiądz z ambony własną piersią broniąc Rosjanom dostępu do Gruzińskiej Demokracji. Chciał pokazać jak bardzo Polska liczy się w świecie i jak broni ideałów z cyklu za wolność naszą i waszą. Ja słucham i znowu mam dziwne uczucie, ze prezydent nie wie, w którym kościele dzwony biją.
W roku 1991 wojska gruzińskie dość krwawo rozprawiły się z bojownikami walczącymi o niezależność Osetii Południowej. Od tego czasu Osetyjczycy podejmowali wiele mniej lub bardziej skutecznych działań mających przywrócić należna im wolność. Dało to efekt w postaci autonomii na terenie, której stale stacjonowały gruzińskie oddziały porządkowe. W roku 2008 rząd autonomii zgłosił chęć wstąpienia do Wspólnoty Niepodległych Państw, do której należy Osetii Północna. Spowodowało to stanowcza reakcję gruzińskiego prezydenta noszącego notabene to samo nazwisko, co Grześ z wspomnianych pancernych. Rzeczeni Pancerni, ale nie czterej tylko gruzińscy postanowili zrobić to, co wojsko Polskie zrobiło w Czechosłowacji[1]. Na ich i nasze nieszczęście Rosjanie mający formalną podkładkę w postaci wspomnianej powyżej deklaracji przystąpienia do WNP postanowili dobrać się do rurociągu biegnącego przez tereny Osetii. Zasłaniając się tym samym, czym Amerykanie w Iraku – obrona wolności i demokracji.
W tym momencie trudno nie zwrócić uwagi na media, które dość tendencyjnie przedstawiły ten konflikt. Mianowicie, kiedy w Afganistanie i Iraku wojska złożone miedzy innymi z Polaków robiły dokładnie to samo, co Rosjanie w Gruzji to była walka o demokracje. Kiedy Izraelskie rakiety trafiały seriami w Libańskie osiedla mieszkalne to była walka w obronie demokracji zagrożonej przez Terroryzm. Kiedy w Somali amerykańskie pociski trafiały w cywilów mówiło się o sympatykach rebeliantów zagrażających stabilizacji w regionie. Kiedy natomiast Rosjanie robią to samo to jest to inwazja imperializmu i masowe ludobójstwa. Jakoś w Kosowie zachód patrzył na nie i nie grzmiał tak bardzo.
Dlaczego zatem kiedy przeciwko inwazji w Iraku i ingerencji w Afganistanie protestowały setki tysięcy ludzi to Polskie media zamieściły jedynie wzmiankę na ten temat. Kiedy natomiast przeciwko Rosji pikietuje garstka ludzi to robi się z tego masowe demonstracje. Przeciwko zachowaniu Rosji powinno się protestować. Jednak akurat w tym wypadku istota sporu jest tak dalece śliska, że demonstrowanie w obronie Gruzji może być niemal hipokryzją. Patrząc na to, co się dzieje z żalem stwierdzam, że Rosja w polityce zagranicznej radzi sobie coraz lepiej i jej działania są coraz mniej toporne.
Nie jest moim celem bronienie Rosji. Uważam, że jest to tak samo drapieżne i zbrodnicze państwo jak każde inne. I tu właśnie zawiera się istota problemu jak każde inne. Sakaszwili dał Rosjanom pretekst do położenia łapy na rurociągu. Podobny pretekst dał Husajn amerykanom. Obydwa kraje nie dbają o wolność czy o demokracje. Oba te kraje są skłonne pogwałcić traktaty międzynarodowe, ponieważ zastąpiły ideały, o które tak głośno walczy nasz prezydent pojęciem racji stanu. To sprawia, że nie zawahają się przed niczym, aby zapewnić swemu krajowi dobrobyt.
W tym wszystkim mamy małą Polskę, której mężowie stanu wmówili sobie mit o mocarstwie.
Jest taki dowcip:

Idzie przez pustynie Polak, Francuz i Amerykanin. W pewnym momencie łapią ich ludożercy. Jako, że jest to plemię, które za cel postanowiło sobie eliminacje słabeuszy to postawiło wędrowcom ultimatum. Każdy z nich dostanie trzy razy rozpalonym metalowym prętem na klatę. Który wrzaśnie ten jest zjedzony.
Pierwszy idzie Francuz.
- Te Francuz – pytają go – masz jakieś życzenia, coś na ból czy cokolwiek?
- Łi. Posmałujcie mi piełś włonnymi uolejkami – odpowiedział Francuz a oni tak też zrobili. Pierwsze uderzenie. Zacisnął zęby i wytrzymał. Drugie uderzenie. Tak wrzasnął, że aż sam do kotła wskoczył.
Drugi idzie Polak.
- Jakieś życzenie? – pytają.
- Przestań gadać i bij – odpowiada hardo Polak. Pierwsze uderzenie. Polak ziewa. Drugie uderzenie. Polak dłubie w zębach. Trzecie uderzenie. Wzrok polaka wyraża dezaprobatę, że trwa to tak długo.
- Jesteś prawdziwym mężczyzną – stwierdza wódz wioski – Możesz iść wolno.
Następny w szranki staje Amerykanin.
- Jakieś życzenia? – pytają.
- Tak – odpowiada z wilczym uśmiechem Jankes – połóżcie mi na klatę polaka.
 

Niestety tak właśnie jest z Polską. Pisałem przy okazji innego felietonu, że demokracja doprowadziła do tego, że polityk myśli o konsekwencjach swoich działań tylko przez pryzmat kadencji. Oznacza to, że w wypadku Polski świadomość konsekwencji ich czynów nie wykracza w przód na dalej niż cztery lata. Poniedziałkowe orędzie prezydenta RP wspaniale pokazało, że priorytetowym celem Polskiego polityka stała się reelekcja. Oznacza to, że dobro kraju przestało być priorytetem.
Szukamy sojusznika w Stanach zjednoczonych a robimy sobie wrogów tuż przy naszych granicach. Osobiście uważam, że wizja ministra Kamińskiego wieszcząca Rosyjskie czołgi przy naszych granicach jest bzdurą. Rosja może nam obecnie przykręcić kurek z gazem skazując nas na droższy norweski gaz i tym samym wzrost niezadowolenia w kraju...bo kto się ucieszy z podwyżek. Nieco ironiczne jest to, że klucze do owego kurka dał Rosjanom tak wychwalany przez Polskie media Prezydent Sakaszwili, który zachował się niczym nieodpowiedzialny watażka wierzący, że agresywną polityka wskóra cos przeciwko gigantowi, jakim jest Rosja.
Niestety Polska dyplomacja pofotygowała się do Gruzji walczyć o wolność i demokracje. Tym samym pokazaliśmy zachodowi, że Polska polityka zagraniczna rządzą dawne urazy i fobie dwójki ludzi, którzy absolutnie nie nadają się do kierowania państwem.
W chwili obecnej Rosji najbardziej zależy na podważeniu naszej wiarygodności w oczach zachodu. Tego typu gwałtowne i nieprzemyślane ruchy stawiają nasz kraj w dokładnie takiej pozycji, w jakiej chce go ustawić Rosja. W ten oto sposób prezydent Kaczynski robi dla Rosji dużo więcej niż cała wyimaginowana siatka rosyjskich agentów, której on bezustannie szuka.
Natomiast nasz Amerykański Sojusznik juz dawno zauważył, że to, co Polskim politykom wychodzi najlepiej to ganianie za własnymi ogonami. O ile do pewnego czasu w sprawie Tarczy Antyrakietowej toczyła się debata to zamieszanie wokół rankingu popularności sprawiły, że zamiast dwóch stanowisk w dyskusji mamy kłótnie, kto i kiedy ma podpisać traktat. Wystarczy rzucić w polityków smakowitym kąskiem i już zapomina o bożym świecie i o tym, co tak naprawdę jest dla Polski dobre. Czym bowiem jest tarcza? Jest to przedmiot, który ma chronić wojownika przyjmując na siebie ciosy. Jako, że wszystkie elementy tarczy mają być zainstalowane poza USA to zakładam, że to Stany są owym wojownikiem. Idąc tym torem dochodzimy do wniosku, że tarcza jesteśmy my i to na nas spadną ciosy, które bez naszego tak zwanego wsparcia niechybnie sięgnęłyby kolebki demokracji.
Jak więc widać pomimo mocarstwowych aspiracji naszych włodarzy Polska dalej pozostaje zaściankiem o którym na zachodzie myśli się jak o trzecim świecie. Niestety polscy politycy zamiast próbować to zmienić kierują się osobistymi urazami i bliznami z przeszłości. Nasz kraj jest pokazywany w zachodnich programach jako miejsce gdzie pług zaprzężony do konia jest nadal podstawowym narzędziem rolnika. Nasi politycy wola jednak zabiegać o reelekcje i rzucać nam w twarz wyborcza kiełbasę zamiast wałczyć o Polskę, której obywatele będą nie tyle wolni, co równi z reszta świata. Niestety obawiam się jednak, że gdyby do wyborów stanął ktoś, kto by powiedział, że cztery lata jego rządów wystarcza, co najwyżej na posprzątanie brudów i stworzenie podwalin pod reformy to Polacy by go nie wybrali. Jeśli by powiedział, że dopiero wybrany na następną kadencje coś zmieni to by go wyśmiali. Polacy, bowiem oczekują nie zmian a cudu. Czy będziemy trzymać z USA czy z Rosją tak czy inaczej będziemy podporządkowani ich racji stanu. Jednak należy pamiętać, że przetrwają nie najsilniejsi, a najsprytniejsi. Mam nadzieja dożyć dni, w których to nasz racja stanu będzie na wierzchu.

 

 



[1] To, że interwencja w Czechosłowacji była za czasów PRLu, i że Polacy za nią nie odpowiadają, bo byliśmy zmuszeni przez Rosjan niewiele mnie interesuje. Interweniowaliśmy i to jest fakt historyczny.


 



2008-08-20 19:06:22 skomentuj (1)

Duncan o rzeczach oczywistych cz.3

„Dialog”
 
- Winny!
- Ale dlaczego?
- Bo winny!
- Ja poproszę jakieś dowody!
- Popatrz na siebie!
- No patrzę!
- Więc wiesz, że jesteś winny!
- Ale co zrobiłem?
- Zawiniłeś, więc jesteś winny! Jak możesz tego nie rozumieć?!
- Bo to nielogiczne!
- Czy ty wogóle potrafisz myśleć?!
- Tak!
- Tym też zawiniłeś!
- Tym, że myślę?!
- Tym, ze myślisz inaczej niż MY!!!
Resztę zagłuszył huk strzałów...
 

 

W miniony weekend miał się odbyć w Kłodzku festiwal muzyki elektronicznej i gotyckiej. MIAŁ, a nie odbył się.
Impreza była zaplanowana i zorganizowana przez grupę zapaleńców pragnących ożywić kulturalnie miasto i zorganizować coś dla ludzi mających podobne do nich zainteresowania. Impreza była reklamowana głównie w Internecie. Na kilka dni przed festiwalem miasto zostało oplakatowane jednak plakaty te zostały w nocy zdarte a na niektóre z nich naklejono wezwanie do modlitwy w lokalnym kościele. Niewielka część lokalnej społeczność (głównie ludzie starsi) głośno protestowali domagając się odwołania festiwalu. Jakie podano argumenty? Podstawowym było to, że biedzie tam czczony Szatan, a Jezus rozcięty na pół. W nocy przed koncertem nieznani sprawcy przecięli przewody doprowadzające energie elektryczną w sposób uniemożliwiający przeprowadzenie imprezy. Organizatorzy musieli zwrócić pieniądze za bilety, oraz zapłacić przybyłym zespołom i DJ’om ich gażę. Prawa i Sprawiedliwa wiara w boga moherowego znowu zatriumfowała.
 
Kurde może nieco ironizuje, ale jak tu zachować zimna krew, kiedy dochodzi do aktów zwykłego bandytyzmu.
Dodam, że prawdopodobnie sprawcą ujdzie to na sucho. Nie uważam się za katolika, ale nie jestem też gothem. Jestem obserwatorem. Patrzę na to, co się stało i nie mogę się nadziwić, że w kraju uchodzącym za cywilizowany dochodzi do tego typu ekscesów.
Zdaję sobie sprawę z tego, że fani muzyki gotyckiej wyróżniają się na tle pozostałej części społeczeństwa. Tyle, że to, że facet łazi oryginalnie ubrany, maluje twarz na biało i wkłada sobie w oczy Mansonowskie szkła kontaktowe nie świadczy o tym, że zasługuje na potępienie. On nikomu krzywdy nie robi. Czci Szatana? Dobrze niech czci. Jeśli nie robi tym nikomu krzywdy to wszystko jest dobrze. Tyle tylko, że w sporej większości Ci ludzie to osoby mające jakąkolwiek wiarę w głębokim poszanowaniu bądź zdeklarowani ateiści. To niesamowite jak łatwo się skazuje, jeśli ludziom coś się tylko wydaje.
Kiedyś miałem na studiach wykład o agresji wśród młodzieży. Profesor, który go prowadził przeprowadził kilka lat wcześniej (około 2001 roku) badanie. Tylko 15% ankietowanych spotkało się bezpośrednio z agresywną młodzieżą. Pozostałe 85% albo tylko słyszało, że młodzież taka jest albo ma znajomych, którzy widzieli/słyszeli jak ktoś się z nią zetknął. Tutaj jest podobnie. Goci są źli i czcza diabła, geje to pedofile, młodzi za kółkiem to wariaci drogowi, lesbijki to suko-femi-nazistki itd. itp. Stereotypy i uogólnienia połączone z brakiem wiedzy o temacie prowadzą do takich właśnie wypadków jak ten w Kłodzku.
Ludzie od zawsze tępili to, czego nie rozumieli. Może powinniśmy się cieszyć, ze tylko pocięto im kable a nie rozpalono stosów. Jednak podobno żyjemy w wolnym kraju. Wolność to nie robienie, co się chce, a jak twierdził Spinoza* uświadomiona konieczność. Jesteśmy świadomi, że pewne zachowania są w społeczeństwie konieczne – nie oznacza to, jednak, że musimy wszyscy robić dokładnie to samo. Ci ludzie są wolni i jedyne, czym zawinili to, to, że chcieli się bawić w sposób, jakiego pewna niewielka część społeczeństwa nie akceptuje. Gorzej, że ta cześć społeczeństwa nie zadaje sobie nawet trudu poznania tego, w jaki sposób ci ludzie się bawią tylko skazuje ich na podstawie domysłów, plotek i stereotypów. Tyle tylko, że nie wszyscy z nich to rządni krwi sataniści. Większość to ludzie mający swoje domy, rodziny, prace. To ludzie, którzy zainwestowali czas i pieniądze, aby miło spędzić czas. Karać ich za to? Za to, że mogło im się w Kłodzku spodobać i mogli chcieć tam zajrzeć jeszcze raz. Zostawić pieniądze, wypocząć z rodziną i polecić to miejsce znajomym.
Takie zachowanie sprawia, że Polska może nie stoi w miejscu, ale rozwija się dużo wolniej niż by mogła. Zaściankowe podejście nakazujące niszczyć wszystko, co wydaje się, choć trochę inne od ustalonej normy. Patrząc na to można dojść do wniosku, że może i ustrój się zmienił, ale spora część obywateli stoi teraz tam gdzie kiedyś stało ZOMO** i swa nietolerancją, ciemnotą i zaściankowością pałuje tych, którzy chcą coś w Polsce zmienić...na lepsze. Smutne to trochę.
Mam nadzieje, że to, że potrafię myśleć, zadawać pytania i wyciągać wnioski nie stanie się nigdy przyczyna tego, że będę potępiany. Chociaż patrząc na to, co dzieję się w tym kraju można mieć pewne wątpliwości.
 
Napis na murze na Poznański Jerzycach „Uczucia religijne można obrazić tylko u idiotów”. Tak oto niektórzy ludzie sami o sobie wydają osąd.
 
Ps. Po ogłoszeniu informacji o odwołaniu Festiwalu nie było ani jednego aktu agresji. Był smutek, żał i było trochę łez. To musieli byc naprawdę bardzo żli i niegodziwi ludzie...Ci Goci.
 
 
 
*Dziękujemy Trishy za pogłębianie naszej nędznej wiedzy z zakresu filozofii ;)
 
**Niestety cytat naszego „Małego Księcia” jest tu jak najbardziej na miejscu.


Wszelkie informacje na temat wydarzenia zaczerpnięte z: http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,5471417,Bitwa_o_Klodzko__czyli_zerwany_festiwal.htm1


 

2008-07-24 22:04:22 skomentuj (0)

Duncan o rzeczach oczywistych cz.2

„Bałwan”
 
Stał biały na śniegu z trzech kul złożony
Na głowie miał garnek a w dłoniach miotłę
Oczy czarne dwa węgle i nos z młodej marchewki
Stał bałwan na śniegu, stał kochanek Zimy
Pani jego piękna drzewa bielą pokryła
Na szybach okiennych wiersze mu pisała
Pieściła swego kochanka czułym mroźnym dotykiem
Obsypywała śniegiem i otulała zamiecią
Stał Bałwan potężny, stał kochanek Zimy
Z garnkiem zawadiacko zsuniętym na dwa węgle
Gdy nadeszła wiosna do umizgów stanął
Był piękny i lśniący dla swej nowej Pani
Choć wieczorem jeszcze oddawał się Zimie
Ta ze smutkiem patrzyła jak Bałwan się stapia
Jak z Pana samej Zimy tak niegdyś dumnego
Marnieje i ginie pod Wiosny dotykiem
Która tylko ogrzać chciała, jego zimne serce
Zimniejsze od Zimy, która go kochała
Stoi bałwan na trawie z każdym dniem zieleńszej
Marchewkę ptak porwał
Węglem ktoś stłukł okno
Jednooki bałwan miotłę ściska w dłoni
Wiosna czule go gładzi kołysankę śpiewa
Zima gdzieś daleko innego księcia pieści
Pod resztą bałwana zakwitły przebiśniegi
 

 

 


To niesamowite jak wszystko zatacza krąg, jak jest powiązane i ze sobą splecione. Przyroda jest tak skonstruowana, że nawet śmierć nie jest bezowocna i czemuś służy.

Człowiek jest w pewnym sensie zaprzeczeniem naturalnego łańcucha. Gdzie się pojawi to pomimo praw i pozornego ładu który z sobą niesie zaprowadza chaos i zniszczenie. Człowiek jest najbardziej niszczycielska siłą, jaka przetoczyła się przez ten świat od 65mln lat...choć tu można spekulować kto tak naprawdę narobił większych szkód. Tak po prawdzie to z powodu braku innej rasy inteligentnej (takiej, która wykształciła cywilizacje – więc delfiny odpadają) w obszarze naszych działań nie możemy się z nikim porównać. Cywilizacja osiągając pewien poziom przestaje dostosowywać się do wymogów środowiska i zaczyna sama kształtować sobie dogodne warunki. Pytanie czy cywilizacja może jednocześnie kształtować sobie dogodne warunki do rozwoju nie zaburzając jednocześnie naturalnych cyklów. Sadzę, że tak. Problem polega tylko na tym, ze byłoby to trudniejsze. Ludzkość jako całość nie lubi trudności. Jeśli możemy coś zniszczyć lub wkomponować to w nasze otoczenie to na wszelki wypadek to niszczymy, a dopiero potem rozważamy inne opcje. Koniec końców staramy się to „odtworzyć”, ale chęci są szczytne, a wychodzi pokraka, co dobitnie pokazały np. indiańskie rezerwaty.

Najgorsza jest świadomość, że piszę o czymś, co miałoby szanse zaistnieć tylko w wypadku globalnego kataklizmu, który przetrwała by jedynie garstka ludzi. Choć obawiam się, że i to by niczego nie zmieniło.

Zastanawiałem się, jaka to cecha zaburza naturalna równowagę. Uważam, że jest nią chęć władzy. W tak olbrzymim „stadzie” jakim jest ludzkość władzę najlepiej uzyskać przez danie ludziom tego co ułatwi im byt. Nie następuje to naturalnie jak u zwierząt przez dominacje fizyczną czy szczególne zdolności. Ludzie chcą, żyć łatwiej i przyjemniej. Tylko my i koty dązymy do szczęścia. Zapewnienie ludziom szczęścia przez jednostki stojące na czele „stada” wiąże się z ułatwianiem im życia. Niestety wiąże się to z tym, że ludzie dający te ułatwienia w spojrzeniu na skutki swojego działania nie wykraczają poza jedno pokolenie. Należy przy tym zauważyć, że systemy demokratyczne skróciły ten okres z jednego pokolenia do jednej kadencji.

Nie nawołuje w żadnym wypadku do porzucenia cywilizacji, odziania się w skory i polowania na autobusy (tam jest mięso). Tylko doszedłem do wniosku, że nie ma jakiegoś szczególnego celu w tym, że człowiek jest na świecie. Po prostu powstaliśmy w toku ewolucji, bo bogowie tak chcieli, bo taka była kolej rzeczy (no chyba, ze faktycznie celem ludzkości jest odessanie ropy spod powierzchni chorej Ziemi;). Może jako kaprys, ale bez konkretnego przeznaczonego odgórnie celu. Jesteśmy częścią pewnej całości i czasem warto przystanąć na chwilę i pomyśleć, że to My jesteśmy Jej częścią, a nie Ona częścią Nas. Z tego powodu warto tą całość szanować i spojrzeć czasem dalej niż tylko na jedną kadencje czy pokolenie do przodu.

Jak to się, zatem ma do tego, że co napisałem wcześniej? Do tego, że od pewnego momentu to cywilizacja kształtuje sobie warunki dogodne do rozwoju. Obawiam się, że jest to kształtowanie pozorne. System, w którym żyjemy jest tak olbrzymi, że trudno mówić o jego kształtowaniu, gdy mówimy w skali tak mikroskopijnej jak jedna planeta. Nawet, jeśli to wpływa na nas tak wiele czynników, z których nie zdajemy sobie sprawę. Kształtujemy środowisko, wokół, ale ono odpowiada bardziej odpornymi roślinami, trudniejszymi do zwalczenia wirusami. Działania cywilizacyjne prowadzą do zatruwania tego, co jest wokoło. Pytanie, kiedy zniszczymy tak wiele, że zacznie to przeszkadzać tzw. cywilizowanym ludziom.

Nie patrzymy do przodu. Zamykamy się w czasie ograniczonym tylko dla nas i nie martwimy o to, co będzie, gdy nas zabraknie. Bo, po co...



2008-07-20 10:47:13 skomentuj (0)

Duncan o rzeczach oczywistych cz.1

„Dzień ostatni, dzień pierwszy”
 
Na zakręcie rzeczywistości przemykamy pomiędzy atomowymi grzybami
Długimi susami wyprzedzając to, co realne
Zanurzamy się w bezkresie szaleństwa tropiąc bajki dla tych, których jeszcze nie ma
Pióro ujęte w dwie dłonie sprawnie kreśli kolejne światy
Dwoje. Odczuwamy jak jedno, widzimy jak wielu, czujemy wspólnie
Wolni w bezkresie szaleństwa karmimy się nawzajem radością istnienia
Pytanie: „co dalej” nie jest już goniącym nas koszmarem
To tylko informacja o tym, że możemy wybierać, co chcemy budować
Atomowe grzyby wybuchają wokół
W szaleńczym slalomie o włos unikamy zderzenia światów
Tańcząc na krawędzi istnienia ocieramy się o bezkres tego, czego nie będzie
Jesteśmy dla siebie
Nie niewolimy i nie podbijamy
Nie palimy i nie zabijamy
Nie narzucamy własnej woli i nie zakuwamy w kajdany
A jednak rządzimy całym światem
Zamykamy w dłoni to, co dla nas ważne
Wraz z nami biegnie tych niewielu nam podobnych
Atomowe grzyby wybuchają wokoło
Na zakręcie rzeczywistości ktoś spadł z krawędzi
Ktoś z naszych
Wyprzedzamy to, co ważne by chwycić go w locie
Biegnąc spisujemy
Opowieści o Bardzie dla tych, których jeszcze z nami nie ma
Dwa smoki splecione w uścisku
Na krawędzi tego, co jest garstka stawia krok w to, co będzie
Mają świat zamknięty w dłoniach
Mają radość wplecioną w serca
Mają siebie i wolne umysły
Atomowe grzyby wybuchają za ich plecami
Czas już dawno przestał być ważny
Przestał być...
Nie biegniemy do celu
Biegniemy sycąc się pędem, smakując wolność wiatru
Szczęśliwi, nieskrępowani, wolni

 

 


Czym jest wolność? Ostatnio dużo na ten temat rozmawiałem. Dowiedziałem się wiele o samodoskonaleniu o podążaniu do celu. Przyznałem racje tezie, że samorozwój może być droga do wolności. Jednak będąc ostatnio w kinie obejrzałem zapowiedź filmu o Ks. Popiełuszce. Nie jestem wiernym sługa kościoła, którego wiele poglądów zdecydowanie odrzucam. Po mimo tego słowa, które tam usłyszałem bardzo mnie poruszyły. Jakaś kobieta, (jeśli to ważna postać to przepraszam za swoją ignorancje, ale historia solidarności jakoś mnie nigdy nie pasjonowała) mówi do głównego bohatera, że ma nadzieje, że doczeka on wolności. Ksiądz odpowiada, że on jest wolny.

Istotą tej wypowiedzi jest to, że nie można skrępować ducha. Człowiek, który ma wolny umysł nigdy nie będzie zniewolony. Do czego dąży człowiek? Do szczęścia. Nawet mnisi pokutnicy dążyli do szczęścia, ludzie owładnięci władzą i pieniędzmi tez dążą do szczęścia. Szczęście uzyskujemy na wiele różnych sposobów. Należy jednak zauważyć, że pewne drogi prowadza do szczęścia pozornego. U podstaw każdego zachowania nacechowanego agresją bądź polegającym na jakimkolwiek krzywdzeniu innych istot leży strach. Strach jest moim zdaniem antytezą szczęścia. Ludzie, którzy twierdza, że są szczęśliwi, a osiągnęli to poprzez cudzą krzywdę tak naprawdę uciekają przed swoim lękiem w agresje – nie zawsze w formie czysto fizycznej. Zachowanie takie prowadzi do chwilowego złudnego szczęścia, ale tym samym nie zapewnia wolności, bo cały czas osoba taka jest zniewolona przez strach przed utratą tego, co w ich odczuciu jest szczęściem.

Zatem osoba prawdziwie wolna to osoba szczęśliwa. Pytanie czy ograniczenia wynikające z zależności fizycznych, kulturowych bądź światopoglądowych mogą ograniczyć nasza wolność? Tak, jeśli prowadzą do strachu, wstydu lęku. Przykładowo osoba, która czegoś nie wie jest nieszczęśliwa, jeśli może tą wiedzę zdobyć, ale nie robi tego z lenistwa. Jeśli natomiast nie chce jej posiąść, bo jest świadoma tego, że wiedza ta nie jest jej potrzebna wtedy nie odczuwa dyskomfortu z powodu jej braku i tym samym nie jest nieszczęśliwa. Podobnie jest z ograniczeniami fizycznymi. Są pewne ograniczenia, których nie damy rade obejść. Osoba, która waży 120kg ma nikłe szanse na zostanie dobrym gimnastykiem. Jednak intensywna praca nad sobą i ćwiczenia mogą doprowadzić do stanu, w którym będzie ona zadowolona z swojego wyglądu i nabierze szacunku do siebie. Jeśli będzie trwać w stanie, który jej nie odpowiada będzie się źle czuła i zadręczy a tym samym zniewoli własnymi ograniczeniami.

Podane wyżej przykłady ujmują wolność w zakresie bardzo osobistym. Rodzi się, więc pytanie, co jeśli wolność jednostki jest ograniczane przez innych ludzi, organizacje rządy.

Najbardziej skrajne teorie zakładają, że każda forma władzy jest ograniczeniem. Można przyjąć i takie założenie. Jednak uważam, że jedynym systemem, który prawdziwie zabiera wolność jest taki, który pozbawia jednostki indywidualności i zdolności samodzielnego myślenia. Jak dotąd jedynym takim systemem jest Komunizm w formie koreańskiej bo nawet to co działo się w latach 50 w ZSRR nie zabierało wolności myśli. Koreańczykom udało się stłumić nawet to.

Człowiek egzystujący w systemie musi być mądry. Społeczeństwo narzuca nam pewne określone ramy zachowań. Ponadto rządy wprowadzają coraz dalej posuniętą inwigilacje obywateli, a pomimo wzrostu tolerancji dla wszelkich mniejszości dalej dochodzi do wielu aktów przemocy w niewymierzonych. Dodając do tego tzw. prozę życia, podatki, korki inflacje, korki w miastach politykę zagraniczna USA, islamskich ekstremistów i wszystko inne, co może sprawić, że będziemy nieszczęśliwi dochodzimy do wniosku, ze wszyscy jesteśmy sfrustrowanymi niewolnikami systemu, jaki sami sobie stworzyliśmy.

Uważam, że to błędne myślenie. Idąc tokiem myślenia, że to szczęście daje nam wolność doszedłem do wniosku, że kluczem do wolności jest wiedza. Otwarte horyzonty myślowe pozwalające nam na zbieranie informacji i nie negowanie ich, a przyswajanie sprawiają, że wzrasta nasza wiedza o otaczającym świecie. Wiedza ta pozwala na zrozumienie i zdystansowanie się od wszelkich negatywnych aspektów życia w społeczeństwie, na które nie mamy wpływu. Jeśli człowiek egzystuje w obrębie wyznaczonych przez społeczeństwo ram musi się nauczyć przede wszystkim dystansu do niego i czerpania jak największej ilości korzyści płynących z życia w systemie. Każdy ma coś, czego robienie sprawia mu przyjemność (ja na przykład lubię pisać dziwne felietony) i zwykle nie jest to jedna rzecz, a kilka. Tak, więc jeśli, życie w systemie ukierunkujemy na zaspokajanie tych właśnie dających nam przyjemność potrzeb to jesteśmy w stanie dużo skuteczniej zdystansować się do problemów codziennych i traktować je jedynie jako powiedzmy wyboista drogę.

Należy przy tym pamiętać o zasadzie niekrzywdzenia innych. Bo jeśli zaspokajamy nasz głód szczęścia kosztem innych to zwykle obraca się to przeciw nam doprowadzając do frustracji i strachu.

Koniec końców można dojść do wniosku, że podstawowym ogranicznikiem ludzkiej wolności jest sam człowiek i to jak postrzega się w otaczającym go świecie.

 

Rany ale to biało-światełkowe :)

 



2008-07-20 10:46:24 skomentuj (0)

Ślub

 

Aniele stróżu mój,
Ja proszę – przy mnie stój
I choćby noc i choćby strach
Niech pewność mam, że będziesz trwać.

Aniele stróżu mój,
Ja chcę być zawsze Twój
I choćby świat nie dawał żyć
Ty pozwól mi przy sobie być.

Aniele stróżu mój
Po nic nam świata pół
Bo pewność jest i własny czas
Choć siła zła – nie zniszczy nas

Aniele stróżu mój
Zaufaj- przy mnie stój
Choć skrzydeł brak na plecach mych
Choć, przytul się – ja stróżem Twym...

[Bastian Skarsol]


 


 

Dziękujemy Wam Wszyskim którzy ciałem i duchem byliście z nami w tej najważniejszej chwili naszego życia.
To dzięki Wam jesteśmy kim jesteśmy. Dziękujemy za wsparcie, uśmiech i dobre słowo. Dziękujemy za to, że Was nie zabrakło.
Mamy nadzieję, że zawsze będziecie.

Nowożeńcy
(Porypani Zakochani :)

2008-05-25 16:27:12 skomentuj (6)

"Uważaj na Błazna"

Lina
Zawieszona w przestrzeni
Od chmury do chmury rozciągnięta
Na linie stoi Błazen i z wysp mijanych po drodze wróży wszystkim wokół
Kawałek dalej u stóp drzewa życia Budda współczucia wyrywa swe ręce
Wrzuca je na stos i pali, co do jednej
One mu jednak wciąż odrastają
Jak biedakowi nie współczuć, gdy się patrzy z liny?
Na sąsiedniej wyspie królik wyszedł z lustra
Zesrał się do kapelusza jakiegoś szaleńca
Ten zaś chwile później w głowę sobie strzelił
Stoi Błazen na linie i z wysp chętnym wróży
Wyspy mija tańcząc na lnie wśród chmur
Życia wolno gasną jak płomienie świecy
Jego tylko zgasnąć ciągle nie potrafi
Wróży Błazen z żyć i z mijanych cudów
Lina wciąż rozpięta pomiędzy chmurami
Żyje Błazen szybko, żyje Błazen mocno
Co noc schodzi z liny bawi się na mieście
Co noc kocha inną
Co noc żyje szybko
Pieniądze zarobione, co noc prędko traci
Za dnia zaś za wróżby
Te z ludzkich żywotów
Te z ludzkich nieszczęść i ludzkich radości
Dostaje żywe złoto by je wydać nocą
By żyć pełnią życia by przez chwile kochać
Błazen nie umiera
Błazen żyje wiecznie
Za dnia z liny życia cudze dni wykrada
Uważaj, więc na tego, co w oczach ma smutek
...a na twarzy uśmiech
Na tego co żyć juz nie chce
...lecz umrzeć nie potrafi
Uważaj na Błazna
...co rankiem swe wróżby z uśmiechem sprzedaje
Uważaj...


Ktoś dla mnie ważny* określił to co widać wyżej jako: „wierszyk z dreszczykiem”...fajnie.
Jadąc rankiem do pracy widzę masę zombie o wypalonych spojrzeniach. Czasem w tłumie błyśnie mi uśmiech błazna, i jego puste oczy. Takich jak on jest niewielu jednak się zdarzają.
Mam nadzieje, że nigdy się nim nie stanę. Choć chyba lepiej nim niż robotem...sam nie wiem. Chyba najlepiej pozostać sobą...zawsze bałem się nieśmiertelności. Jeśli bogowie postanowią mnie ukarać to zapewne zrobią to właśnie tak...uczynią mnie Błaznem.

 
*BA! Najważniejszy :)<>(:



2008-04-17 22:40:27 skomentuj (0)

O rzeczah oczywistych (plus patos, patos, patos)

„Szpilka”

 
Ktoś wbił mi w oko szpilkę i przegląda się w Jej łebku
Jak lustro w lustro wpatrzone wciąż widzi kopie siebie
Każda mniej szczegółowa, mniej wyraźna, bardziej obca
Szpilka sprawia ból
...sprawia, że widzę to, co chce widzieć
Odbicie siebie w odbiciu siebie w łebku od szpilki
Płaczę
Szpilka rdzą się pokrywa, koroduje
Obraz coraz bardziej ogólny, widziany z daleka
Obraz siebie bliższy doskonałości
Obraz uogólniony
Obraz siebie bliższy temu, czego nie chce widzieć
Obraz wpasowany w ogólny schemat
Obraz widziany z daleka
Szpilka pęka z trzaskiem brzmiącym jak krzyk dziecka
Połamane skrzydła wyprężają się w agonalnym zrywie
Czarna krew bryzga wokół
Miała być błękitna
Jak łza która wypłynęła z oka
Jak łza która złamała szpilkę
...tą wbita w oko
Znów płaczę
Zamiast łez na ziemie płyną z oczu wątpliwości
Wahanie
Czy to co widziałem w łebku od szpilki
Było jawą, snem, pragnieniem, ułudą
Czy może prawdą w którą nie chce wierzyć
Szept gdzieś z za widnokręgu
Uśmiecham się
...idę do Niej

 

Każdy jest inny...zawsze byłem wrogiem szufladkowania. Nie zmienia jednak to faktu, że jeśli spojrzy się na masę kolorowych i indywidualnych ludzi z odpowiedniej odległości i z pewnej perspektywy to widzi się szarą masę. Pewne uogólnienia sprawiają, że można nas szufladkować. Owszem spłyca to Nas. Jednak do pewnych celów, badań czy do poczynienia pewnych założeń potrzebne jest spłycenie...zwłaszcza wtedy kiedy badający ma w dupie naszą głębie ;)

Istnieją na świecie fabryki robotów. Dres Code, dyscyplina organizacyjna, rutyna. To wszystko bazuje na statystycznym uogólnieniu, na pokazaniu tego co jest standartowe i akceptowalne przez ogół będący grupa targetową. Przystając do organizacji bądź społeczności nastawionej na generowanie zysków musimy się dopasować do jej wymogów.

Czy zatem jako szary pracownik wielotysięcznej firmy generującej miliardy złotych zysku (rocznie rzecz jasna), jako pracownik kapitalistycznego bezdusznego i nastawionego na zyski molocha zatracam własną odrębność?

Istnieją na świecie fabryki robotów...nie do końca. Fabryki tworzą, a to co możemy nazwać fabrykami – uczelnie, firmy, organizacje – tylko przerabiają coś co już było. Takie „Pimp my life style”. Co oczywiste jednostka taka może być „odPimpowana” na każdy możliwy kolor pod warunkiem, że jest to kolor szary (Patrz sprzedaż AT-AT czy AT-ST i innego imperialnego walkerstwa). Ciekawym aspektem tej „przemiany” jest to, że wraz z malunkiem wtłacza się w takiego delikwenta przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Ponadto wpaja się mu/jej wiarę, że pogłębianie swojej szarości i wpasowywanie się w diagram i schemat i stertę tabelek i plan wynikowy (ten naliczany kwartalnie) sprawi, że będzie on bardziej wyjątkowy.

Szczęśliwie nie wszyscy są na to podatni.
Część cierpi nie mogąc się przystosować i się w końcu wypala.
Ci najszczęśliwsi potrafią podzielić swe życie...
Mimikra jest kluczem do przetrwania. Problem polega tylko na tym, że Ci najbardziej zasymilowani wierzą, że tak naprawdę są kolorowi. Nie zauważają, że tak naprawdę pozostają szczurami w wyścigu. Zamiast medalu na mecie dostają w prezencie od firmy zawał no i może ładny pogrzeb (oczywiście jeśli zrealizowali plan).  Jak odróżnić czy jest się wolnym czy tylko w wolność się wierzy?
Nie wiem. Sam może tylko wierzę, a może jestem wolny. Nie obchodzi mnie to do póki jestem szczęśliwy i do póki to co daje mi praca pozostaje tylko środkiem do celu a nie samym celem.

Jestem w szufladce. Ktoś mnie zbadał, zmierzył, ocenił i przeliczył. Wyszła mu z tego sterta wykresów, opasłe tomisko tabel, karton diagramów i kupa tekstu, który i tak nie opisze kim jestem a tylko tego kogo badacz chciałby zobaczyć...mam więc prośbę.
Wynocha z mojej szuflady!!!
Tu jest miejsce dla mnie i moich bliskich :)

Dzięki, że jesteście...to właśnie dzięki Wam jestem kim jestem!



2008-04-17 22:38:45 skomentuj (1)

Wrażenie poFlatleyowe :)

Poszedłem na show z nastawieniem „Colin Dunne i tak jest lepszy”.
Sądzę, że to właśnie przesądziło o tym, że mi się podobało. Rzecz jasna do Polski wystawili trzeci bądź nawet dalszy skład, do tego Flatley obecnie udziela się w „Celtic Tigerze” więc nie było mi dane zobaczyć najszybszego stepera świata, a mimo to podobało mi się. Co ciekawe Lord bez Michasia był o wiele mniej tandetny i plastikowy…chociaż facet od stóp do głów odziany w oczojebny róż i tak był miażdżący :).

Było miło. Tancerki były wdzięczne, tancerzy tupali głośno, muzyka była z playbacku (poza ślicznymi partiami skrzypcowymi) ale i tak pozostawał ten fajny klimat oglądania widowiska na żywo. Poza tym partie wokalne miały bardzo highlanderowski klimat (choć highlander ma tyle do Irlandii co ja do Bornholmu).

 Zawsze kiedy oglądam Irlandzkie Showy zaskakuje mnie jak sprawnie Irlandczycy potrafili się sprzedać (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu). Tyczy się to tak kultury jak i wielu innych aspektów kojarzonych z Irlandią. Co Irlandzkie to dobre: Piwo Dobre, taniec dobry, puby dobre, koniczynki dobre, garniec złota dobry, fey dobre. Ogólnie nawet Irlandzkie bumerangi są dobre choc jak wiadomo nie wracają…ale każdy chciałby je mieć :)

 Niestety standartowo negatywnym aspektem widowiska była widownia. Podsiadanie sobie miejsc (mimo numerowania), robienie zdjęć mimo zakazu, głośne jęczenie „rany jakie to nudne, wieśniackie itp.” (jak się nie podoba to tam są drzwi),  przepychanie się przez ludzi w czasie jakiejś ważnej sceny. Słowem mankamenty imprezy masowej ;)

 No tyle jęczenia…ale podsumowując fajnie było. Szkoda tylko, że nie trwało z godzinki dłużej bo zespół rozkręcał się w miarę trwania i o ile wejście mieli fatalne to pod koniec dawali rade.

 Tak na końcu dodam, że w przeciwieństwie do pierwszego LotD’a solista grający badboya był lepszy. Więcej charyzmy i lepsza technika. Poza tym chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do wielkich tancerzy ponieważ oni mają w sobie takie pokłady zapału, że oglądanie ich to coś zupełnie innego niż takie „któregoś tam” składu. Z Michasie to pasja aż biła, a o Colinie i Jean nie wspomnę…ech będzie się trzeba wybrać do Anglii…albo Vegas ;P



2008-03-04 22:43:42 skomentuj (3)

"Słup"

Na kraju lasu wśród liści ukryty stał słup
Na słupie czas zatarł trzy płaskorzeźby
Trzy twarze
Kiedyś przy słupie zabłądziły dzieci
Wtedy las jeszcze otaczał go szumnie
Dzieci płakały w strachu i smutku
Zziębnięte i zagubione
Wiosna była młoda
Wieczorny chłód szybko nadszedł
Dzieci dużo złego słyszały
O tym ciemnym lesie
Dziadek powiadał, że w nim leszy straszy
Zaś sąsiadka przekupka mówiła o trzech wiedźmach
Ksiądz coś kiedyś wspomniał o fałszywych bogach
Nikt nocą do lasu sam się nie zapuszczał
Chyba, że szalony bądź bogu niemiły
Wraz z wieczornym wiatrem las grać począł swe pieśni
Na polanie tuż obok tańczyły rusałki
Niedźwiedź się z żubrem siłował na ręce
Elf kucał na gałęzi
Śpiewając piosenkę do melodii wiatru, do dźwięków księżyca
Dzieci były tuż obok oniemiałe w zachwycie
Zapatrzone w elfy bawiące się w lesie
Urzeczone czarem nocnego przedstawienia
Pani na tych włościach wyszła do nich z słupa
Włosy miała rude poskręcane w loki
Twarz Jej biła blaskiem jak święty obrazek
Choć nie była święta biło od niej dobro
Była koleżanką z ich dziecięcych zabaw
Głos miała łagodny brzmiący tak matczyno
W oczach Jej drzemała mądrość wielu wieków
Uśmiechnęła się ciepło
Łzy otarła z ich twarzy
Chwyciła za ręce każdego z osobna
Na ich smutnych buziach znów zagościł spokój
Ona ich bezpiecznie przez las prowadziła
Z dala od pułapek na silne niedźwiedzie
Omijając truciznę na wilki wylaną
Bacząc by żadne nie spotkała krzywda
Do domu powiodła do ciepła kominka
Później powiadali o jasnej panience
Objawienie rzekli, świątynia trzeba stawiać
Budują świątynie, słup trzeba gdzieś wynieść
Bo poganem śmierdzi i brzydki jakiś taki
Nie jak sanktuarkim ku czci jasnej panienki...

 

 

Ostatnio chodząc z moja Kochaną do kościoła doszedłem do wniosku, że wiem, po co ludzie tam chodzą.

Te wszystkie pieśni, które się tam śpiewa to szczyty grafomani, śpiewająca (i ozgrozo! Grająca na gitarze*) zakonnica jest fatalna a księża są fatalnie ubrani...to i wiele innych czynników sprawia, że można się poczuć dużo lepiej. Można pomyśleć, że śpiewa się lepiej od tej zakonnicy, że pisze lepiej od autora tych badziewnych pieśni, że ubiera lepiej od klechy w sutannie. W ostateczności można sobie w tłumie wyłowić jakiegoś delikwenta i stwierdzić, że ten (z powodów dowolnych) ma naprawdę przesrane i moje życie przy nim to same pasmo sukcesów a porażki w porównaniu z nim/nią są niegodnymi wzmianki incydentami.

To naprawdę budujące...tyle, że nie jestem pewien czy takie jest główne założenie religii katolickiej ;)

 
Tak czy owak "patrząc przez pryzmat czasu i soczewkę wydarzeń" ;) można dojść do wniosku, że każda sformalizowana organizacja religijna prędzej czy później wypaczy i zniszczy swoją religie.
  Tłumaczący to wzrost wszelkich religii i kultów, które w zasadzie można nazwać ruchami „Open Source” :D.

 Heheh ;)

 24 V 2008 o 10:40 w Wadze miejskiej na ryku doprowadzam w pełni świadomie do zmiany stanu cywilnego mego oraz mej Pani :)

 



2008-03-01 00:18:54 skomentuj (27)

"Hilda"

Stuk puk
Puka Elf długouchy do drzwi swej wybranki
Cerę ma jasną, oczy błyszczce
Na pewno się przedtem czegoś nawąchał
Panna otwiera mu pulchna niska
Włosy ma krótkie, łapy jak szufle
Piersi potężne skrywa pod brodą
Długa i bujną, w końcu krasnolud
On dźwięcznym głosem się Jej przedstawia
Przymioty swej damy zachwala długo
Jej smukłe dłonie, łabędzie szyje
Skórę jak jedwab i piersi strome
Dziewczyna patrzy na niego z dołu
I szorstkim głosem pyta o imię
Przecież mówiłem! - oburza się młodzian
Ona zaś wzdycha i obelżywie Efa nazywając
Konkretyzuje – o Jej imię pytam
Elf sięga pamięcią do wczorajszej nocy
Do czułych pieszczot do śmiałych gestów
Dama ta cudna - rzecze po chwili - na imię ma Hilda
Głos trza mu przyznać ma czysty, dźwięczny
Niczym prawiczek, z jakiego boysbandu
Co mu kobiety kontrakt tknąć wzbrania
Dziewczyna w namyśle gładzi swa brodę
O! Kartofelek! Strzepuje na ziemie
Chłopcze mój drogi byłeś fatalny
Panna Twa stoi właśnie przed Tobą
Tyś zapamiętał jej długie włosy
To broda była gładki chłopczyku
Wspominasz czule jej smukłe dłonie
Czy może skórę na naramiennikach?
Piersi mam strome to muszę przyznać
Tyle, że padłeś w połowie drogi
Przy drugim piwie
Nawet koszuli mi nie rozpinając
Skoro, więc wtedy dogodzić mi nie zdołałeś
Nie sil się, teraz na czułe słówka
Na czar gładkiej gadki, na klatę bezwłosą
Mój, bowiem mężczyzna na imię ma topór
...i jednym cięciem łeb smoka odcina.
O! Już uciekłaś...och jaka szkoda.



A tak mnie naszło co by napisać o prawdziwej silnej krasnoludzkiej kobiecie ;P

2008-02-22 20:42:32 skomentuj (0)

"Pamietam o Was"

Szum zielonych liści, czuły dotyk wiatru
W koronach drzew starych życie krąży wiecznie
Krzyk ptaków o poranku, głuchy puszczy pomruk
Błysk srebrnej łuski ku wodzie oko wabi
Lecz ucho dźwięk łowi, szept z serca boru
Król rogacz na polanie gdzieś w lasu środku
Swą obecnością zaszczyca cichostope elfy
Ich dumna królowa ślub niemy mu składa
A jej liczna świta klęczy przed swym nowym królem
Za nim kohorta żubrów silnych stoi
Po bokach zaś wilczy rycerze czekają w luźnym szyku
Cały las patrzy na tych dwoje razem
Na wdzięczny splot ich dłoni, na pierwszy pocałunek
Do boju powiodą przeciw lasu wrogom
Wilczych rycerzy i elfach łuczników
Naprzeciw ropie i lśniącej monecie
Przeciw hordzie drwali w warczące piły zbrojnych
Przeciwko młodym wilkom w schludnych garniturach
Magia zapomniana przeciwko tabelom księgowych
Ryk się po puszczy niesie
Drzewo upada, będzie z niego regał…tysiącletni
Elfy umykają w głąb dziecka wyobraźni
Wilczych się zamyka w ciasnych rezerwatach
Żubrzy olbrzymi w głębi puszczy nikną
Oberon i Tytania
Król Rogacz wraz z Swa Panią na dnie jeziora w sen zapadają
Budzeni są czasem przez ludzkie marzenia
Przez wyobraźnie, w której lud elfi żyje…


 



2008-01-25 20:36:56 skomentuj (2)

„Bateryjka: Amerikan lajf stajl”

Koło odtoczyło się gdzieś pomiędzy kwadraty
Bezwładne pozory niezależności
Oblepiały mózgi pewnych swej wielkości ludzi
Wykonujący wciąż ten sam
Do znudzenia powtarzalny taniec robota
Pracownik administracji średniego szczebla
Wierzył w swą oryginalność
W to, że jest lepszy od innych
Baterie się kończą króliczku
Bębnienie ustało
Urojenia własnej wielkości przysłaniają obrazy
Pustych osobowości i suszących się na pokrytym lodem sznurku umysłów
Tak bardzo chcących być wielkimi
Gwiazda szkolnego zespołu
Wdzięczy się na sesji zdjęciowej
Reszty zespołu nie chcieli
Bo nie są fotogeniczni
Gwiazdy płonęły umoczone w ropie
Kolejny Emo podciął swe żyły
Wierząc w bełkot o własnej niepowtarzalności
W to, że nikt go nie rozumie
Trzysta osiemnaście tysięcy sto piętnasta
Ofiara wiary w łatwa niepowtarzalność
Ograniczoną do grzywki, stroju i słuchanej muzyki
Ciężkie opary indywidualizmu zalepiają mózgi
Tych, co nie robią nic by być lepszymi od innych
Innymi
…a tylko w to wierzą.
Roboty tańczą swój mechaniczny taniec
Marząc o miejscu w wielkiej bateryjce
Pragnąc wielkości, uwagi, sukcesu
Zabijając dla tego
Innych
Bądź siebie
Stając się tylko cyferką w statystycznej tabeli
Odchodzą zapomniani jak cyfry w tabeli
Rzeka ropy płonie. Świat niczym wąż oplatając
Rozgwieżdżonym sztandarem ktoś się w kiblu podciera
W toy toyu na cmentarzu, dochodowej popkultury
Gdzie ludzie rzygają do koszyków
Płacąc za to ciężkie pieniądze
Wierząc, że kupują smak raju
…po obniżce w promocji świątecznej
Bateryjka ląduje w koszu
Skończyła się

…nawet Duracel się kiedyś wyczerpie

 

 

 

 

 

Hmm...
Hmm...tak mnie jakoś naszło...ot rozważania o indywidualności:)



2008-01-05 15:59:13 skomentuj (1)

"Efekt motyla"

Jedna Chwila przystanęła
By na zegar wszechrzeczy popatrzeć
Chwila nic nieznacząca wypadła z obiegu
Jeden moment, jedno spojrzenie, jedna myśl
Świat płonął
Krzyk ofiar niósł się ulicami zniszczonego miasta
Chwila stała i patrzyła w zachwycie jak zegar wszechrzeczy mieni się i błyszczy
Zimny wiatr świat owiał, świat wilczej zamieci
Gdzieś w oddali brzęczały z sobą starte dwa miecze
Precyzyjny mechanizm przyciągał Jej wzrok jak magnez
Czuła się kochana rozumiana wyjątkowa
Wyrwała się z kieratu innych szarych chwil
Z nic nieznaczącej masy chwil
Stojący pod ściana więźniowie przyjmowali swą porcje ołowiu
Ideały konały w cieniu atomowych grzybów
Zegar wszechrzeczy tykał zagłuszając kroki
On stanął za Nią
Chwila go nie słyszała
Tak ona jak i te wszystkie, które utknęły tu przed Nią
Poczuła tylko zimny pocałunek martwego kochanka
- Przykro mi – szepnął  
Wszechbyt się Jej sprzed oczu usunął
Pewni ludzie niby przypadkiem spletli swoje dłonie
U stóp zegara życie uciekało z Chwili
…co własnej wagi nigdy nie dostrzegła

Heh...taki pseudofilozoficzny bełkot. Trochę dawno mnie nie było ale cóż wydac miałem zbyt dobry humor by pisać :)
Dla ścisłości humor nadal mi dopisuje.
To niesamowite jak praca zabiera czas. Wszystko tak szybko się zmieniło. Nie minęło pół roku a ja mam narzeczoną, nastąpił znaczny wzrost mojej samodzielności:P myślę o rodzinie, dzieciach, planuję ślub. Szybko się to wszystko dzieje.

Chyba czas nauczyć się doganiać marzenia…wszystko jest dużo trudniejsze jednak wystarczy odrobina więcej wysiłku i wszystko idzie tak jak powinno.

Dobra muszę biec czas goni…

 

Ps. Interpretacja utworu literackiego – rodzaj analizy naukowej, mającej na celu wyjaśnienie i wydobycie wewnętrznego sensu utworu literackiego.

Tak się zastanawiam. Skoro jest tak wiele różnych punktów widzenia to jak jeden utwór literacki może być interpretowany na jeden sposób. Kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że nie ważne jest to, co się mówi tylko to jak odbiorą to inni. Wobec tego zależy wziąć pod uwagę, że każdy może na swój sposób interpretować wiersze czy sztukę abstrakcyjną. Jedna słuszna interpretacja jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z przekazem prostym. Przekaz złożony, jakim z całą pewnością jest abstrakcja umyka moim zdaniem jednoznacznej interpretacji…w świetle tego naprawdę nie rozumiem, dlaczego uczyć się o tym, co miał na myśli poeta pisząc dane dzieło. Zwłaszcza, że zwykle autor „jedynej i słusznej” interpretacji szkolnej nie tyle nie znał autora dzieła, co nawet nie, żył w jego czasach. HOWG! :P

2008-01-02 21:40:51 skomentuj (0)

Mery świąt :)


When snow pada na trotua
And the children happy are,
When slizgawka on the street,
And we all a grzaniec need,
Then you know, to wydarzenie:
it's Boże Narodzenie.
All parkingi sa zajęte,
People jeżdża jak najęte,
Tesco, Karfur, Hypernova,
Goraczka przedzawałowa
Shopping choinkowe things
And the Christmas bell rings.
Merry Christmas, merry Christmas,
Hear the music, enjoy ten czas,
Wesołych Swiat, wesołych Swiat,
Merry Christmas, pozdrawiam Was...
Mother in the kitchen bakes
Sernik, piernik, śledzie makes
Daddy zaś w living pokoju
Choinkę nam stawia w znoju
He is hanging bombki szklane,
Where drabina he dostanie...
Finally rodzinka cała
W living room'ie się zebrała
Now sings the happy family
"Oh, what a wonderful christmas tree"
And in the house każdy zajęty
Roz-packing swe cud prezenty.
Merry Christmas, merry Christmas,
Hear the music, enjoy ten czas,
Wesołych Swiat, Wesołych Swiat,
Merry Christmas, pozdrawiam Was...
Mama ukryta finds pod choinkę
Patelnię z teflonu i nowa szminkę,
Tata gets socks and new krawatkę,
Children zabawki i shirts na dokładkę.
Prezydent speaks potem on TV,
Wszystko around in harmony...
...póki się mother do kitchen nie udała i wielki fire w piecyku ujrzała.
And so comes brave straż pozarna,
Na wszystko ready i bardzo ofiarna
And they bring very long węże
I drabiny swe potężne
otwarli zawory i water aż chlupie,
Christmas is tera na pewno w .....
Merry Christmas, merry Christmas,
Hear the music, enjoy ten czas,
Wesołych Swiąt, wesołych Swiat,
Merry Christmas, pozdrawiam Was...

 

Dostałem to na święta.

Wiem, że jest troche po ale tekst jest fajny - nie mój ale fajny, nie znaczy to, że to co moje jest fajne. Tylko zwracam uwagę, że jest nie mój.

Tak czy inaczej Wesołych tych...no świąt i innych roków...nowych też ;)



2008-01-02 21:07:41 skomentuj (1)

„Debata”

Na piaszczystej arenie ku uciesze gawiedzi
Potyka się z sobą dwóch mężów Stanu
Hetman korony i Król, który upadł
Prężą muskuły, prezentują oręż
Trzech błaznów w roli sędziów wyznacza reguły
Starcie to tytanów. Zbroją są tu słowa, a bronią kasety
Grają do tego taniec z szablami
Trzech błaznów dyryguje, a tłum – krwi!!! – krzyczy
Hetman, co chwila obok celu uderza
Walką z układem taktykę swa tłumacząc
Król, co królem już nie jest lekko się zatacza
Styl pijanego zapewne stosując
Zarzucają sobie wszystko, bronią się zaciekle i opluwają zajadle
W ferworze walki kaczora zadeptując
Jego siostrzeńcy gdzieś na bok umknęli
Zapewne na wyspy albo i dalej
Tłum się śmieje do rozpuku niemal
Choć wokół wojowników wybuchy i błyski
Walka wszak to magiczna, bo na srebrnym ekranie
Niewiele to zmienia, ponieważ krajanie wyborczą kiełbasę z musztarda zajadają
Płodzą więcej dzieci by za becikowe popić choćby z tydzień dłużej
Wierzą, że walka z korupcja jest ważniejsza niż wszystko
...niż sprawna gospodarka
...niż szkoły niż wolność
W starciu o ich serca despota z pijakiem na arenie w studio podają sobie ręce.
W starciu o głosy na piaszczystej arenie
Gdzie kurz, bród i krew są niczym perfumy...
A Stan, co jest z naszym Stanem?
Którego z tych Panów Stan zostanie mężem?



Czasem sie zastanawiam czy Stan to dobre imie dla kota...a może nazwa nowego rodzaju bezy:)))

Juz naprawde nie wiem na kogo głosować
Do wyboru: mazgaj, pijak i despota...bo tak naprawde warchoł i krzyżowiec nie liczą sie w starciu.

2007-10-11 16:16:50 skomentuj (0)

„Jesienny deszcz”

Kamienne kręgi toczą się z wolna
Mijane po drodze chwile gdzieś umykają
Niczym zdjęcia wywołane na jesiennych liściach
Czerwień, pomarańcz i brąz zlewają się w jedną szarość
Złoto niknie przytłoczone ciężarem chwili
Ludzie wokół biegną pozbawieni twarzy
Świat krzyczy i patrząc na mnie nie widzi mnie
Choć drze się na mnie
Delikatne krople niczym mokra mgła oblepiają mój umysł
Dwa kroki dalej samochód ochlapał przechodnia
Ten krzyczy złorzeczy światu przejęty chwilowym problemem
Za nic ma leżące na chodniku zdjęcia wywołane na jesiennych liściach
Uwiecznione wspomnienia chwil radosnych i błogich
Przejęty obawa, że zmoknie ucieka przed deszczem
Przytłoczony chwilą toczy się w kręgu z kamienia
Wciąż popełniając te same błędy
Rozdeptując jesienne liście
Bogaty
Chwalony
Wpływowy
Pewny swego szczęścia
Głodny życia...którego już nie ma.
Odprowadzam go wzrokiem
Oglądając podniesione i schwytane dziś w locie liście uśmiecham się do nich
Uśmiecham się do wspomnień i do tego, co nadejdzie
Idę kupić ciepła kurtkę na zimę i wręczyć liście mej Pani Jesieni...
Jesienny deszcz na mnie nie pada...





Ja sie głosno domagam złotej polskiej jesieni...i wieczorka przy ognisku, przy bardzo dużym ognisku ;)

To "cudowne"!!!
KURWA!!! Dzień przed zaplaonwanym terminem obrony pracy licencjackiej a w dziekanacie nic kurwa nie wiedzą!!!

Szlag człowieka może trafić...normalnie aż sie chce romantyczny wieczór z winem przy ognisku!!!

Czekam na potwierdzenie czy sie jutro bronie czy nie!!!

2007-10-11 16:12:32 skomentuj (1)

„Upadłe Anioły”

Czekałem
Czy się modliłem? Nie wiem
Gdzieś rozbłysło światło
I ujrzałem Anioła w pełni jego blasku
Nie widziałem Jej białych skrzydeł, choć czułem jak mnie nimi otula
Nie miała ognistego miecza, choć Jej ciepły uśmiech stopiłby lodowce
Nie była idealna, lecz taka ludzka, realna i namacalna.
Jak my śmiertelni na ich podobieństwo stworzeni
Zagubieni gdzieś pomiędzy tym, co realne a tym, co złudne
Trwaliśmy we własnych objęciach
Trzymając świat w naszych splecionych dłoniach.
Tak od siebie różni
Tak inni
Na pozór
Nie sposób dopasować te dwie o poszarpanych brzegach połówki
Gdy jednak pod odpowiednim kontem popatrzeć
Tu coś przekręcić i tam odwrócić
To widać anioła z białymi skrzydłami
Niebiańską istotę z radosnym uśmiechem
Co swego kochanka w objęciach tuli
Swą siła się dzieląc
Z ust radość spijając
Tętniąc euforią w pułapce czasu
Ciesząc się sobą i światem wokoło...




Ech...szczęsliwy jestem :)))

2007-10-11 16:09:00 skomentuj (2)

„Knajpiana nowina”

Po knajpie przebiegła Nowina!!
Kuchcik aresztowany!!
Nowina miała spodnie w groszki i różowe glany
Miała taką żółtą koszulkę z niebieskimi wzorkami
I bardzo ładny uśmiech, kiedy nie głosiła
Kucharz świat z za krat oglądał donosiła Nowina
Rozglądając się chyłkiem by za konfidencje
Do kompani kucharka wkrótce nie dołączyć
Wsadzili go za przeciek z garnka do pudełka
Takiego styropianowego, co chwałę mu przyniosło
Wszyscy go lubili, bo styropian modny i świadczy o zasługach
W budowie wolnej knajpy. Wolnej od wyzysku
A tutaj niestety wszyło szydło z worka
Choć lepiej by napisać, że to wyszła kosa
Bądź, że się pojawił po prostu zwykły pług niezgody
I to kucharzenie z Żeberem jakoś mu nie wyszło
Ponoć do potrawy nie tych przypraw dodał
Jeszcze się wypiera
Chaos wszędzie szerzy
Przecież Władcy knajpy non stop powtarzali, że żeber nie lubią
I jedzą, bo tak trzeba by pewnie władze dzierżyć
Pomocników kucharka też prawo ujęło
Ponoć to był spisek straszny
Niemalże jak próba otrucia. Królewskiego kota
Albo kaczej mamy, co z za synów tronu knajpą twardo rządzi
Mówi jak rozsadzać gości wokół „swego” stołu
Ten, choć jest okrągły ma malutkie krzesła. W dodatku niewygodne.
Nad nimi góruje tron ptasich monarchów
Przez lud wybranych, do normalności wiodących
Kaczych przywódców z układem walczących nie bacząc na straty
Potrafiących lepiej niż ktokolwiek inny dostrzec, kto wrogiem jest, a kto swoim
Nowina umknęła ptasim prześladowcom
Ponoć też była w układzie i nie jadła mięsa
Opala się teraz gdzieś na Bora bora
Gdzieś głęboko mając wybory, co nadchodzą
I tą zaściankową knajpę, co gdzieś przy bocznej drodze leży
W wiosce zwanej tak jakoś, że nikt nie pamięta
Tam skąd młodzi wieją i gdzie rządzi pleban...





Heh nasz kochany kraj mnie naprawde rozbraja :) ale coz przynajmniej jest o czym pisac.

A ja dalej szczesliwy jestem i radosny i wogole fajnie mi jest. Zreszta chyba widac bo to pierwszy pozytywnie kpiarski twor jaki uznalem za na tyle dobry by go nie traktowac delete'em :)

Niedlugo Siostra Paskuda wraca (mah mah mah...HUG HUG) wiec trzeba cos wykombinowac na powitanie... ;PPP

2007-09-02 21:40:51 skomentuj (0)

"Wojna, wojenka, wojaczka"

Wojna. Wojna na słowa.
Ołowiane żołnierzyki upadają jęcząc wściekle
Trafione serią celnych argumentów
Triumf demokracji z atomowym grzybem w tle
Powiewający sztandar wolnego kraju, niepodległego
Tak mówią, a przecież nie kłamią. Prawda?
Brudny opad radioaktywnych słów lepi się do ciała
Wlewa w usta i zakleja oczy
Zadławieni własnymi głosami upadamy
Ranieni serią brudnych argumentów
Niedożywione dzieci konają w naszych ramionach
Transporty z żywnością pędzą do Afganistanu albo na Bałkany
Nasze dzieci nabite na pal obietnic
Z wolna konają patrząc na triumf praworządności
Patrząc załzawionymi, szeroko otwartymi oczyma
Chwytają ostatni oddech wyschniętymi ustami
Wcześniej napojone obietnicą sprawiedliwości
Tej samej, co ich teraz na szafot prowadziła
Wojna na słowa w sejmowych kuluarach
Wojna brutalna i pozbawiona zasad
Wojna w restauracjach i za zamkniętymi drzwiami
...senatorskich willi i drogich czarnych limuzyn
Wojna w cieniu krzyża i atomowego grzyba
Po brudnym wybuchu, co zakleja usta
A generałowie, niczym tysiącletnie smoki
Spokojnie sobie leżą na swych złota górach
Co cztery lata skórę zmieniając i wciąż ogniem ziejąc
Ogniem, co parzy tylko zwykłych ludzi



2007-08-21 17:07:48 skomentuj (0)

„Lokalna masakra wykształceniem mechanicznym I”

Dwa kroki opodal apogeum nicości ujrzałem Gwiazdę wschodzącą nad monopolowym
Pod sklepem stało czworo straceńców, co własne mózgi sprzedali za chlanie
Gwiazda ich nawet nie zauważyła głębią swego spojrzenia wypalając w mej piersi dziurę
Oni byli kimś
Błękitnymi ptakami
Wolnymi elektronami w atomowym świecie post pop-kultury
Zatrzymani lata temu
Zapatrzeni w dyplomy, co je drżącymi dłońmi z rąk rektora przyjmowali
Tętniąc radością, która wymazała smak nasienia w ich ustach
Pijani i uśmiechnięci powrócili do domów
Bijąc swe żony, których jeszcze nie mieli i gwałcąc córki jeszcze nienarodzone
Gwiazda spoglądała poprzez ziejącą w mym ciele dziurę wielkości niewielkiej planety
Tak jakby kapiąca tak dziwnie powoli krew
Była dla Niej pryzmatem, w którym świat wydawać mógłby się piękniejszy
Rozciągnęła me dłonie szeroko od pierwszego słońca
Tego najjaśniejszego do ostatniego
Co lśni jak czarny diament, którego nikt światła nie widzi
Wskazała mi przekrój wszechświata
Dając ciepłymi ustami pełnie wszelkiego spełnienia
Błękitne ptaki odpłynęły gdzieś dalej
Po drodze godząc nożem staruszkę i śmiejąc się do rozpuku
...z tego jak płacze na śniegu
Ja czy staruszka?
Nasze łzy trafiały w ptaki bezbłędnie
Wspomnienia wracały
Smak spermy w ustach
Szloch dziecka w nocy
Krzyk kobiet, co oddać się im nie chciała
Błękitne ptaki przełknęły gorzką pigułkę i aby zapomnieć znów kogoś zraniły
Bijąc cuchnącym nasieniem dyplomem
Gwałcąc wykształceniem, co ponoć światłą daje przyszłość
Tnąc intelektem, który w przepitym mózgu tli się resztkami
Gwiazda oczy przymknęła i tuląc mnie do swej piersi ranę w mym sercu zamknęła
Oblało mnie ciepło, żar, co krążące wokół, błękitne ptaki spopielił
Żar, co w mym mózgu wypalił wyraźnie
...kim nie być



2007-08-17 16:02:56 skomentuj (2)

„Eteryczny”

A ja stałem ostatni w kolejce
Targany leniwymi podmuchami zimowego wiatru
Był ostatni dzień lipca
Eteryczne niczym z mgły utkane ciało
Stawiało pewien niewielki opór światu
Liście, gdy przez nie przelatywały zwalniały
Jakby czas biegł tam wolniej
Łza z mgły utkana spadał tak długo
By w ziemie wniknąć w zasadzie bez śladu
Wiatr zawiał mocniej
Wiatr zmian, co przez świat pędzi
Rzucony kamień...nawet nie poczułem
Szukając śladu po łzie, która spadła
Wiatr gdzieś mnie porwał
Rozwiał po świecie
Z mgły utkanego na końcu kolejki




Czasem sie strasznie boje, że strace to co mam najcenniejszego...Jej miłość, że będę kolejny.
...ale nie będę, nie tym razem :)))
Teraz to już tylko zdrowy rozsądek mnie powstrzymuje przed tym co i tak w końcu zrobie...heh kocham Ją.
Jak nikogo innego na świecie.
Fajnie:D


Hmmm ale jest nadopiekuńcza
A ja cały w białych ciapkach wściekam sie nad tym, że ma wolne z powodów zdrowotnych ;PPP

2007-08-03 18:15:25 skomentuj (1)

"w to nikt nie uwierzy"

Bluszcz wolno głaz czarny oplata
Rzeźbę natury.
Zimną i niewzruszona, co na rozstaju dróg stoi
Na splocie dwóch żywotów, w miejscu wyboru.
Kamień z rośliną w czułym uścisku dni mijające po cichu liczą
Ludzie ich mijają las wokół się zmienia
Życie z jego brakiem splecione na rozstaju
Wolno obserwują zmiany wokół siebie
Sami w niedorzeczności siebie razem ukryci
Tkwią niezauważeni czuło szepcząc sobie do uszu
Zapewnienia miłości, wyznania swych uczuć
Świat wokół pędzi dziko
Na rozstajach żywoty swą drogę wybierają
Bluszcz obejmuje kamień czarny
Czule niczym kochanka
Zielenią swych ust, swych wici
Namiętne pocałunki składając
Głaz cicho mrucz za podporę służąc
Nikt ich nie dostrzega
Nikt ich nie widzi
W związek kamienia z rośliną nikt z śmiertelnych nie wierzy
Czasem tylko spojrzenie czujnych elfich oczu
Parę kochanków muska
Radując się ich szczęściem
Szeptem niosąc po lesie
Wraz z szumem jesiennych liści
Jak bluszcz się kocha w kamieniu
Jak kamień kocha się w bluszczu




To juz podpada pod grafomanie ale co mi tam...jestem szczesliwy:)))

2007-08-03 18:08:57 skomentuj (2)

„Kalekie Anioły”

Stałem w skupieniu na skraju dachu
Ja Anioł
Kaleki, bo jednoskrzydły
Chodnik w dole setki metrów poniżej
Był niczym mała szara kreska, po której spacer swój odbywają mrówki
Kusił
W swobodnym tańcu na gzymsie topiłem swą samotność pustą
Każdym krokiem naigrywając się z swego losu
Z swego pięknego jednego skrzydła, które choć piękne
Wzbić się w powietrze mi zabraniało
Stopa uderzająca gdzieś w pustkę pode mną
Specjalnie? Czy może przypadkiem?
Nie wiem
Początek końca
Szum wiatru w uszach, smak ust Jej w mych ustach
Na plecach dłoni namiętny dotyk, silnych, lecz czułych ramion objecie
Spadamy
Złaknieni siebie
Objęci, wolni, szczęśliwi
Mknąc ku nieszczęściu i szumem wiatru się sycąc
Własnym smakiem, dotykiem, oddechem
Wspólną wolnością
Z przyszłości wspólnej bez litości odarci
Jej jedynej prawdziwie pozbawieni
W rozkosznej pasji pochłonięci sobą
Nieświadomi mocy, co w nich samych drzemie
Rozpościeramy nasz piękne kalekie skrzydła
Bardziej w odruchu niż dla efektu
Dla Nas to były godziny niemalże
Gdy nie nadeszło to
Na cośmy czekali
Po chwili pomknąć nam przyszło
Nad mrówek zamyślonymi, smutnymi głowami
Co spacerują po szarej kresce nie myśląc ni chwili o cudzie nad nimi
O pięknych kalekich aniołach
Szczęśliwie objętych, sycących się sobą
Wbrew wszystkim prawom
Wbrew tak-będzie-lepiej...













Heh... i znowu przez Ciebie i dla Ciebie pisze.
Pogrążam się zapewne, ale co mi tam.
Jestem Dzięki Tobie szczęśliwy.

2007-06-02 16:57:44 skomentuj (6)

„Fak daa ruls”

Stojąc na rozdrożu oparty o piękny kamienny krzyż
Obserwuje w skupieniu spływające po mej dłoni kropelki szkarłatu
Wolno, niespiesznie jakby w zwolnionym tempie bądź wbrew grawitacji
Przeciw zasadom, przeciw tak-jak-trzeba
Serce wydarte z mego ciała u stóp krzyża żywo bije
Kąpiące zeń krople spadają na mą dłoń, spadają pod górę
Boli...
Uśmiech na mej twarzy, błysk radości w oku
Tęsknota
Przecież wiem, czego chce, którą drogę wybrać
Tą, która trudniejsza
Tą wartą ryzyka
Podnoszę serce
Pakuje je do torby obok woli życia, gdzieś blisko nadziei
Uśmiecham się i idę
Wolno, jak w zwolnionym tempie
Pod górę
Wbrew zasadom, wbrew tak-bedzie-lepiej
Z radosnym spojrzeniem utkwionym w Tobie
Z uśmiechem i lekkością
Z wspomnieniem zapachu i smaku Twego ciała
Idę...
Niedługo będę...
Zaczekasz??






No i znalazla sie osoba, dla której popadam w grafomanie... oby chciala czekac:)

2007-05-29 17:37:47 skomentuj (1)

„Napisz wiersz, bardzo lubię je czytać”

Napisać coś, ale, po co?
By znów własne emocje na papier przelewać
By znów pokazać swym brakiem talentu
...co czuje, gdzie me myśli błądzą
Wskazać je, gdy czarnym płaszczem otulone
Niepostrzeżenie przeciskają się w tłumie
Niezauważane przez wszystkich
Zapomniane przez tych, którym wydało się, że coś widzą.
Lecz zbyt się spieszą by dać się ponieść uczuciu
I w tłumie nad cudzą myślą przystanąć.
Kiedy podpali się papier
To płomień jest taki piękny
Tańczy czarownie na jasnych krawędziach
Może właśnie po to warto jest pisać
Aby żarem z białej kartki ogrzać kogoś, kto stoi obok
I nad płomieniem potrafi przystanąć
Me myśli z tłumu wyłowić, skupić na sobie uczucia
I za ten żar odczytany z kartki papieru
Odpłacić własnym płomieniem
Ogniem zawartym w spojrzeniu
Radością w szczerym uśmiechu
Czułością w przelotnym dłoni zetknięciu
Słodyczą w namiętnym ust połączeniu
Niecierpliwością dłoni błądzących po ciele
Czy właśnie po to warto jest pisać?
Chyba tak...
Chyba warto przelewać siebie na papier
Gdy jest ktoś, kto chce to przeczytać
Ktoś, kto chce poznać, zrozumieć i poczuć
Zatrzymać się w tłumie
Dla przelotnego na pozór uczucia
Dla kartki papieru, zapisanej emocją...



To straszna grafomania jest i wogóle ale pewna coraz bliższa mi osoba poprosiła abym coś napisał bo lubi cztać to co piszę...więc jak mogłem odmowic :)))


2007-05-22 16:37:57 skomentuj (3)

„Lustro”

Patrzę na siebie z boku
Stojąc po drugiej stronie lustra
Widzę siebie beztroskiego
Bez reszty oddanego radosnej zabawie
Nie myślącego o niczym niż tylko przyjemność
Z za lustra tylko patrzę
Bojąc się zaciśniętymi bezsilnie pięściami
Kruchą tafle naruszyć
Stoję i patrzę
Krzyczę
Wiem, co mam zmienić, co zrobić
Z za lustra swojego głosu jednak nie słyszę
...może nie chce
Widzę siebie bawiącego się
Roześmianego
Upojonego radością życia
Niczym narkotykiem
Łaknącego kolejnej dawki
Nie baczącego na nic poza nią
Gdy demon idzie spać
Budzi się rozum i stara się to wszystko naprawić
Ale noce są zbyt krótkie, a lustro byt mocne
...aby je zbić
Budzi się demon
Na dzień dobry wciągając nosem kreskę beztroski
Oczy błyszczą tak mocno, że nie widać lęku
Tlącego się na ich dnie strachu przed jutrem
...i przed wczoraj
...i przed dzisiaj
Tłukę zaciśniętymi bezsilnie pięściami w gładka tafle lustra
Zostawiam czerwone ślady patrząc jak on upaja się życiem
Krzyczę błagam
On nie słyszy...nie chce?
Na gładkiej pokrytej czerwienią tafli lustra widzę pierwsze pęknięcia





Miałem fatalny dzień...

2007-05-22 16:35:45 skomentuj (0)

"Przyjaciele"

Stoi gdzieś taki samotny pusty dom
Samotny, choć otaczają go piękne szklane wieżowce
Pusty, choć co dzień przez jego progi przetaczają się masy ludzi
Stoi i na wpół otwartymi oknami obserwuje otaczający go świat
Mówi zbyt dużo i zbyt głośno swoją skrzypiącą podłogą i starymi drzwiami
Niewielu jednak go słucha.
Większość przywyka do męczących odgłosów.
Czasem rozmawia.
Z wiatrem szeleszczącym jesiennymi liśćmi.
Z pijącym białe mleko ze spodka kotem...kotką...w zasadzie kocicą.
Z promieniem słońca odbitym w jego niepierwszej już czystości oknach.
Stoi samotnie.
Sycąc się echem miasta.
Zapomniany przez ekipy rozbiórkowe i miejskich planistów.
Rozpalonym w kominku ogniem ogrzewając takich jak on.
Pięknych, lecz nie tak jak by wszyscy chcieli.
Cudownych w wymiarze cudu nieznanym ogółowi.
Ciepłym uśmiechem rozpalających ogień w kominku.






To dla was moi drodzy!!!
Za to jaki dzięki Wam jestem...i jak nie jestem.
Za to, że jestescie i, że ma w was zawsze wsparcie.
Za to, że dajecie mi to czego tak wielu nie potrafi zrozumieć.

2007-05-07 16:56:03 skomentuj (3)

Zakon Paladynów Absurdu cz. 1 - Dowcip hermetyczny :)

- Trishu czas na Collgate
- Mamo ale ja jeszcze Bucuje
-Może poBucujemy razem!!!
- Spierdalaj to mój Duncan





Mój poziom auto-nabijania znacząco wzrósł ostatnim czasem. Cóż to chyba oznacza tylko, że jestem w dobrym nastroju :)))

2007-04-25 21:54:03 skomentuj (0)

"Amnezja"

Zwalony pień drzewa
Gdzieś miedzy jaźniami
Leży łącząc jedno z drugim i to drugie z pierwszym
Odbity promień słońca od szklistej powierzchni jeziora
Słowa
Dźwięki muzyki gdzieś na skraju pamięci
Ciche westchnienie za tym, co przeminęło
Westchnienie dwóch jaźni
Pniem połączonych
Na tą jedna chwilę, w której rodzą się wspomnienia
Uśmiech. Na jakże pięknej twarzy
Szum liści i nieziemski spokój
Zwalony pień drzewa
Łączy pierwsze z drugim i to drugie z pierwszym
Niezręcznie, ukrywane wspomnienia
Wymykają się ukradkiem
Zdradzając nas w szepcie liści, w szumie drzew
W odbitym od Jej włosów słonecznym, pełnym ciepła promieniu
W przelotnym muśnięciu delikatnej dłoni
W wykradzionym w tajemnicy tęsknym spojrzeniu
Pamięć płata figle
Marzenia rodzą sny
Na zwalonym pniu drzewa pomiędzy pierwszą i drugą
Jesteśmy tak blisko i tak daleko zarazem
Cieszymy się sobą będąc poza czasem
Odrzucając, co przeminęło. Ciesząc się tu i teraz
Perlisty śmiech.
Gdy dopada mnie amnezja niczym okruszki
Krok po kroku doprowadza do wspomnień.
Może urojonych, zwodniczych, ale moich.




Jest dla Ciebie, jest o Tobie i jest przez Ciebie...drogi Wolverinie;)

2007-04-25 21:50:20 skomentuj (1)